OleOpole.pl - Opolskie "między Śląskami"
  • <i>Fot. www.kudyba.pl</i>
    Fot. www.kudyba.pl

Opolskie "między Śląskami"

Prof. Dorota Simonides, inicjatorka "Łańcucha" mówi, że "chyba byłoby to niemożliwe". Zbyt głębokie rowy wykopali pomiędzy sobą sami Opolanie przez te 10 lat. Czyja to wina? Paweł Kukiz, znany opolski muzyk twierdzi, że to wina władz "rozmamłanych, bez pomysłu, ignoranckich". Dziś, taki łańcuch powinien się kończyć przed opolskim ratuszem i Urzędem Wojewódzkim czarnymi flagami - dodaje Kukiz, zdeklarowany krytyk opolskich władz.

Janusz Wójcik, inicjator i szef ówczesnego OKOOP (Obywatelski Komitet Obrony Opolszczyzny) też nie wyraża się dobrze o władzach samorządowych regionu. Pisze w "NTO": "Rządzą nami ciepłe misie". I sumuje: "Jestem dumny z tego, że wymyśliłem i założyłem OKOOP, ale jak patrzę na nasz region dziś, zaczynam się bać, czy nie oszukaliśmy wtedy ludzi". Najgłośniejszy wtedy przywódca obywatelskiej batalii o region Janusz Wójcik, przegrał potem swą walkę osobistą - o senatorski fotel. O ile był potrzebny jako bezinteresowny wódz, o tyle już wyraźna wola ubiegania się o miejsce w Senacie przysporzyła mu wrogów. Opolanie potrafią się jednoczyć w patriotycznym zrywie, chętnie i wampirycznie korzystają wtedy z energii swoich sztandarowych autorytetów. Gdy ci jednak najnormalniej, jak to bywa w polityce, zechcą skonsumować swój wkład w dzieło zwycięstwa, wtedy zostają odrzuceni jako zbyt "kontrowersyjni". A kontrowersyjnych się we władzach nie lubi. Wszak Opolanie to... też Polacy, dlatego też tradycyjnie głosują przeciw sobie.

Niemcy osłabli Mocno obrywa się za to dziesięciolecie opolskim Niemcom. Mniejszość Niemiecka jest jedyną siłą polityczną w regionie, która współrządzi regionem od samego początku do dziś, w zmieniających się co rusz koalicjach: a to z AWS, a to z SLD, a to obecnie z PO/PSL. I w każdej koalicji ta quasi partia dostaje ważne miejsca we władzach regionu: fotele marszałka i wicemarszałków, szefów strategicznych departamentów Urzędu Marszałkowskiego. Gdyby tylko Mniejszość potrafiła przewietrzyć swe skostniałe, przytwierdzone do stołków wewnętrzne struktury, wtedy owo współrządzenie Polaków i Niemców regionem byłoby rzeczywiście wizytówką, jakiej nie posiada żaden inny region Polski. Słabość skłóconej i podstarzałej mniejszości ujawniły ostatnie wybory do parlamentu; jeden poseł - Niemiec w polskim Sejmie nie jest w stanie załatwić dosłownie niczego dla swych wyborców.

O ile Opolanie podkreślają, że przez minione 10 lat udała się wspaniale integracja mieszkańców Opolszczyzny, że region słynie w kraju gospodarnością i pięknem opolskiej wsi - już bez podziału na "hadziajską i hanyską", o tyle sama mniejszość niemiecka bardzo się gdzieś zapodziała. Można rzec - jakoby jej nie było. Wystarczy palców jednej ręki, aby wymienić znanych w regionie działaczy Mniejszości: Kroll, Galla,... no właśnie - kto jeszcze? Dalej to już nie wiadomo, czy działacz jeszcze jest w szeregach MN, czy już go wyrzucili.

Kultura mniejszości niemieckiej, choć z ciekawymi często propozycjami, dofinansowywana przez rządy Niemiec i Polski praktycznie nie ma siły przebicia w kotle głośniej promowanych przez media wydarzeń regionalnych. Zaś uprawiana na polu samorządów gmin ma się tradycyjnie: festyn, ludowy zespół, zabawa pod namiotem. Dziennikarze z mediów mniejszości niemieckiej nie liczą się, nie zabierają głosu w ważnych debatach. Gazeta "Schlesisches Wochenblatt", magazyn telewizyjny "Schlesien Journal", audycje radiowe "Schlesien aktuell" jakoś trwają, jednak stanowią w środowisku dziennikarskim Opolszczyzny tolerowany folklor.






Slask